Malutka wita;) Miłego czytania
Będzie dobrze. Koniec.
Wczoraj myślałam, że jak jeden sie rozmyślił i nici z projektu wyszły, to koniec świata. A tu nie!
Poruszyło dziecko głową i skompilowało następujące fakty:
- chcę iść na spacer
- znam kogoś, kto chce iść ze mną
-dobrze mi się z nim rozmawia.
I tu następuje jedno wielkie "Odbiooooooooooooooorco maila!". O drugiej zabrałam go tam, gdzie mi G'Agatek kiedyś pokazała, że można sobie połazić. Nie myśl, Słoneczko, że wszystkim to miejsce pokażę. On się na to nadawał, więc siedliśmy przy brzegu i przegadaliśmy dwie godziny. I oczywiście urżnęłam się, bo przyniósł moje kochane wino. Szelma, zapamiętał, które lubię:D. Na moje nieszczęście:D. Ale taka rozmowa była mi wybitnie potrzebna. Nabrałam dystansu. Zmieniłam punkt patrzenia. Dostrzeglam, że nie tylko ten pierwszy może mi polepszyć humor. Mloda wróciła, więc reszta będzie, kiedy będzie.
http://www.youtube.com/watch?v=gV_yOsFTRuo
Znów się rozczarowałam. I to podwójnie. Albo i lepiej. To wszystko się nałożyło. Jest ciężko.
Co znowu zrobiłam źle?!
Boli.
Zaiste, łaska Pana spływa na mnie falami. Obym była ciągle na grzbiecie:)
Epifania w tym roku była wyjątkowa. Po Komunii spłynęło na mnie ciepło i spokój. Pan naprawdę żyje! I działa. Możliwe, że Duch, którego wylanie było tego dnia, uszczknął mi trochę z Bożego tortu wesela.
Myślenie życzeniowe na ten tydzień:"Niech mi da zaliczenie i święty spokój".
Pełny stres, więc słucham piosenek z WPP.
http://www.youtube.com/watch?v=an8-HwyFLhk&feature=autoplay&list=WL4A3CAF915F412D28&lf=BFp&playnext=24
Pozdrawiam Współutrudzonych
Zdałam licencjat, jestem na magisterce, prawie już sobie temat ustaliłam.
I jak to zwykle ja - jestem bujnięta. Walnięta. Już wiem, czemu w angielskim to brzmi "fall in love". Z tego dołu wyjść ciężko, zrobić cokolwiek - jakby się zdawało egzamin, taki wysiłek.
Zauważyłam, że wszystkie moje byłe sympatie całkiem nieźle żyją po tym, jak sie w nich... Najlepiej P. . To dobrze, może taki choć plus.
Szczerze wolałabym, żeby tak dobrze było im, ale razem ze mną;].
Odzyskałam mojego laptopcia. Odkurzony bardzo delikatnie - kompresorem;D.
Aga twierdzi, że to sztywne cielę. A co ja mam poradzić, że samo jego wspomnienie mi humor poprawia? O motylkach nie wspomnę.
Kuzynka będzie się chajtała w maju. Motyw był dobry:"No z rodziny to każda kuzynka z osobą towarzyszącą, A. w szczególności." Potem kuzyn się pyta o mojego faceta. Coś jest na rzeczy]:->
Mały mnie irytuje niemożliwie.
W domu myszy harcują, bo Reksio odstrasza wszystkie koty.
Jak dla mnie istnieje. To, że sama jej nie doswiadczam w relacji z facetem nie znaczy, że nie ma ona sensu.
O co chodzi? Kuzynka razem ze swoją koleżaneczką zasłuchują się w pewnej piosence o milości nekrofila. Po długich bojach dowiedziałam się, że podoba im się kawałek, bo mówi, że miłość nie istnieje.
Jedno wielkie JA PIERDOLĘ. Te dzieci mają w głowach siano czy jak? Pusto jak w starej stodole!
Nie dałam się wyprowadzić z równowagi na fejsie, ale tutaj mogę. Zainteresowane odsyłam do mojej tablicy;).
Nie wkurzyłabym się tak, gdyby Dejtek nie dowalił mi:"Dlatego nikogo nie masz?"
Nie mogę, szczyt bezczelności!
Czy posiadanie przeze mnie faceta W TEJ CHWILI świadczy o prawdziwości napisanych słów? O mojej wartości? O tym, że nie jestem hipokrytką? Czy to, ze widzę miłość dookoła a nie u siebie jest dowodem na to, ze miłość nie istnieje?
Jak bardzo te dzieci maja nasrane w łbach, ze podobają im sie piosenki o zboczeńcach?
Wracam do moich kochanych poetów. Oni już umarli, więc nie mają możliwości mnie tak wkurwić
Pozdrawiam P. T. Czytelników
Miłość miłością, ale jak ich przekonać, ze takie tematy i utwory ryją psychikę. Chyba za bardzo mi na małej zależy...
W galerii ja w okularkach;D
Pars pro toto tak zwane
Właśnie odebrałam nowe okulary i przyzwyczajam się do nich. Jestem ślepak, bo na obydwu mam cylinder - 0,75, na prawym -4,25 a na lewym - 4,75. Tak więc przekroczyłam psycholigiczną granicę piątki;/. Nawet ich wygląd mi tak nie przeszkadza. Najważniejsze, ze widzę;D. A plastiki są ponoć w modzie...
Z zaliczeń to jeszcze mnie męczy grama i metodyka. Niby tylko dwa przedmioty, ale przez nie będę tu siedzieć do 17stego lutego.
Jutro odbieram nowy podkład, zacznę się malować, jakos będę wyglądać;D.
Choć wszyscy mamy żle w głowach, przeżyjemy;D
Widzę ludzi po drugiej stronie ulicy, więc humor mi dopisuje.
Biorę sie za metodykę
Z pozdrowieniami
http://www.youtube.com/watch?v=M33t394H73M&feature=autoplay&list=QL&index=1&playnext=4
Zrobiła dzisiaj penne carbonara. Wrzucam przepis, bo pół godziny go kminiłam i nie mam ochoty wymyślać go ponownie;P. Może SzCzurkom się przyda;D
- 0,5 kg makaronu penne
- 10 dag boczku pokrojonego w plasterki i potem w średnia kostkę
-3 małe śmietanki 30%(najlepiej Zott)
- pieprz czosnkowy Kamis lub pieprz i czosnek granulowany
- sól
-3 łyżki oleju
Wstawiam wodę na makaron. Kroję boczek w średnią kostkę(taką, jak 2 paznokcie kciuka – wybitnie robota „na oko”). Podsmażam średnio na oleju boczek. Wsypuję makaron do gotującej się osolonej wody z łyżką oleju. Zmniejszam ogień pod boczkiem, odlewam tłuszcz z patelki, dosypuję pieprz czosnkowy i jeszcze chwilę smażę. Odlewam wodę z ugotowanego makaronu jak z ziemniaków. Zawartość patelki wrzucam do garnka z makaronem. Chwilę mieszam, by makaron dobrze połączył się z boczkiem. Dolewam śmietankę i na najmniejszym ogniu ciągle mieszam do zgęstnienia. Gotowe, gdy śmietanka zgęstniała na tyle, by oblepić wszystkie kluski i nic się nie leje.
Uwaga!
Kaloryczne, pyszne, łatwe i w miarę niedrogie. Wszystko, co potrzebuje student w trakcie sesji;)
Z pozdrowieniami dla wszystkich czytających
Z dedykacją dla G’Agatki :
http://www.youtube.com/watch?v=6u1CB5xzbm8
-MałA
Była zaproszona do opery. Ale nie na żadne przedstawienie. Czołowy tenor ze środka kraju przyjechał tu zaśpiewać w Wesołej wdówce. To jej ulubiona operetka. Kończy się szczęśliwie i Usta milczą. Czego chcieć więcej? A można. Jej dar szybkiego nawiązywania kontaktów z dziećmi został wykorzystany przeciwko niej. Ale czy na pewno przeciwko? Wpuścili ją wejściem dla artystów i gdy tylko weszła do foyer przybiegły do niej dzieciaczki tenora. Malutka rzuciła jej się na szyję i nie chciała puścić, więc wstała z nią i złapała małej braciszka za rękę. Podeszła do znajomego i jego żony, która na ręku trzymała najmłodszy skarb. Jak to mieli w zwyczaju – przywitali się wylewnie – na co diwy patrzyły z ni to zażenowaniem, ni z zazdrością. Po chwili zajęła się starszą dwójką – po to w końcu tu przyszła. Usiadła z nimi na kanapie i bawiła się w łapki. W tym momencie przyszedł młody długowłosy. Jakoś takie kulawe szczęście ma do takich typów. No i jeszcze brunet, jakby mało zamieszania było. Podszedł do tenora i skwitował : „Matka Polka Wam się trafiła”. Wszyscy zaczęli się śmiać, łącznie z nią. Czy można zaprzeczać swojej pasji? Ona chodziła z dziećmi na uboczu, by nie przeszkadzać innym a dzieci miały rodziców na oku. Spotkała znajomego artystę, zdziwiona spytała go o powód, dla którego się tu znalazł. Okazało się, że tak jak ona, przyszedł zobaczyć znajomych. Porozmawiali chwilę , później odszedł by zająć innych. Trzeba było powoli schodzić na niższe piętro, bo artyści szli na próbę. Wreszcie miała czas, by pogadać ze znajomą. Wreszcie miała się komu wyżalić. Mieć ideały łatwo, ale bronić ich, to już jest gorzej. I jaką cenę trzeba ponosić… Ale została utwierdzona w przekonaniu, że dobrze zrobiła i los na pewno kiedyś się do niej uśmiechnie.
Poszedł na próbę. Tyle ważnych osobistości tutaj było. Ten był w Japonii, tamten pracuje na Broadwayu, jeszcze inny… aż w głowie się kręci od znakomitych życiorysów. A ja? Muszę dobrze zrobić to, czego ode mnie chcą i tyle. Nie mógł się doczekać bankietu, na którym miał nadzieję znowu ją zobaczyć. Był ciekaw, czy potrafi zajmować się dziećmi wśród kelnerów i kobiet w odświętnych kreacjach. A w głębi serca czuł, że ktoś taki byłby dla niego odpowiedni. Studia skończył, czas pomyśleć poważnie o życiu i kiedyś założyć rodzinę. Lecz nie mieli czasu by porozmawiać, musiała wracać nim powystępowa rekreacja się zaczęła. Do tenora nie podejdzie, zbyt małym się przy nim czuje. Ale może ten artysta mi pomoże, wciąż tu się kręci. Ona jest stąd? To byłaby odległość…
Nie wypił szklanki wody, gdy podszedł do niego dyrektor artystyczny i zaproponował angaż w tej operze. Może jeszcze nie wszystko stracone?
Dla mnie ten zwrot jest oksymoronem. No kupy to się nie trzyma. Jeśli przyjaźń, to wiadomo, że platoniczna i aseksualna. Jeśli seks, to w szczęsliwym związku, w uzgodnionej relacji, mający podstawy i cele. A już wybitnie nie wyobrażam sobie:"Bo mam teraz na Ciebie czas". No chyba się komuś coś porąbało.
Abstrachuję od tego, ze dla mnie seks to tylko po ślubie i to ze ślubnym;D.
Nie wierzę, gdy dziewczyna mówi, ze jest w stanie oddzielic to od uczuć. A takie coś potrafi tylko facet. Babka zawsze zacznie się zakochiwać, układać wspólne plany, czy zamartwiać się, że zaszła<bądź, co bądź, to też myślenie o przyszłości>. Trzeba się pogodzić z przeznaczeniem do bycia matką, dlatego też w jakiś sposób uzależniamy się emocjonalnie od gościa, z którym się przeżyło to i owo.
Wgl dziwny dla mnie facet, który to proponuje. Dla mnie wychodzi egoizm w czystej postaci. "Nie chcę się z Tobą wiązać, bo nie chcę wspólnej przyszłości", "Lepiej bez związku, jesteśmy wolni i dorośli"
Wolni od czegoś czy wolni do czegoś? Od przyszłości się chłopie nie uwolnisz, choćbyś chciał, więc dla mnie to czcze gadanie. Jesteśmy wolni, aby samemu podejmować dobre dla nas decyzje.
Podsumowaniem niech będzie:
"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę."/1 Kor 6, 12/
Pozdrawia staroświecka
PS Więcej o wolności tutaj: http://mateusz.pl/rodzina/mw-tpw.htm
Rozmawiałam z człowiekiem, którego bardzo szanuję za jego warsztat artystyczny, dokonania i ciężką pracę, jaką wkłada w każdy spektakl, który robi. Aktorem. Więcej nie zdradzę;D
<właśnie transkrybuję ten wywiad>
Ferie nie wiem, kiedy będę mieć. Szkoda, ze na święta Cię nie będzie. Na pewno nie ja jedna bieduję z tego powodu. No ale cóż, jako synowa musisz troche czasu i drugim rodzicom poświęcić.
Mój humor to dziwna sprawa. Rano był świetny, potem zobaczyłam listę i się zepsuł. Jutro się zaś wezmę za GH. Nie, nie uwali mnie ta kobieta. To raz. Są też inne przedmioty na polonistyce i je też trzeba realizować. To dwa. Tak więc czytam Oliviera. I tęsknię za Pysią
Miałam to opublikować na fejsie ale to zbyt osobiste. A tu przeczytają to osoby, które mnie nie wyśmieją.
Ale naprawdę byłam od wczoraj jakby na artystycznym haju. Gdyby mi w liceum ktoś powiedział, że będę robić takie rzeczy, to bym mu się leczyc kazała. Czy ja nadal jestem nieśmiała? Zastanawia mnie to naprawdę. Kiedyś byłam. Jak A z O pierwszy raz coś do mnie powiedziala i mialam jej odpowiedzieć to strach mnie zdjął i łomotkoicórko. A teraz potrafię rozmawiać z człowiekiem, którego podziwiam jak z osobą, którą znam od dawna. Niezawodnie to też jego zasługa. Jak mu podałam rękę na przywitanie to:"No uściśnij żesz mocniej. Taki mocny uścisk otwiera wiele drzwi i pomaga." I jeszcze cos powiedział w stylu, ze nieśmiałość nie ma tu nic do rzeczy. Powiem jedno, warto było. I warto było czasem nie myśleć o tym, co się mówi.
Podziwiam go też za to, ze nie dał odczuć, jak mała w porównaniu do niego jestem.
W momencie, gdy myślałam, ze to wszystko na nic, wpada mi do głowy pomysł wyjasnienia z autorem kilku spraw. Warto było. G'Agatek mnie nienawidzi za to i za jeszcze inną sprawę. Ale co ja mam poradzić na to? Ty myślisz, ze ja nie myślę, ze mam nudne życie? Żadnych imprez i niczego takiego dziwnego. I tylko te wypady z Tobą utrzymują mnie jakoś. Laska, nawet nie wiesz, jak ja czasem sie cieszę, że ze mną poszłaś.
Co nie przeszkadza mi tęsknic za Karolą;)). Piękna, jak się w święta nie będziem widzieć, to będę niepocieszona, o! To samo sie Ginny tyczy.
Właśnie! Czemu Cię tak nazywają?
Popisałam sobie to i lepiej mi. Wracam do Oliviera
Temat pewnego pana w moim życiu uważam za zamknięty. Sam tego chciał. Chociaż, pewnie gdy się odezwie, to mi przejdzie. Właśnie! GDYBY się odezwał...
Tata dostał zwolnienie do połowy grudnia. Pięknie. Ja mam stypendium, ale oni? Mama chyba do pracy pójdzie, tylko co zrobi z dziadkami?;/
Nie ma ludzi niezastąpionych. I to jest najlepsze. To, że nie rozmawiam z nim, nie znaczy, że nie mam innego faceta, z którym mogę normalnie pogadać o wszystkim. Ja widocznie muszę mieć taki gatunek człowieka obok siebie. Najważniejsze - nie jest blondynem;));P
Zaczynam zarabiać na kosmetykach. 30 zł nie dużo, ale piechotą nie chodzi. Moze będzie więcej.
Koniec dobrego, biorę się za lekcje. O 15stej "Pielęgnacja dłoni", o 18stej Msza(nie mogłam jechać do domu przez wczorajsze szkolenie z Biura Karier to chociaż duchowo będę się z nimi łączyć.
Przyzwyczaiłam sie do starego wyglądu edytora bloga tak, że nie mogę się w nowym połapać.
"Poznasz mnie, bo to ja
szukam w deszczu nut Chopina"
Nie ogarniam nowego wyglądu wp, życie mi się plącze. Odpowiedź przyniesie nadchodzący weekend...
Przyszedłbyś do mojego pokoju z tym niesamowicie zagubionym strachem w oczach. Zapytałbyś, co robię i czy nie przeszkadzasz. Skłamałabym, że nie, naprawdę nie przeszkadzasz. Skłamałabym, bo przeszkadzasz mi w sercu okropnie. Tkwisz tam jak drzazga i ranisz niemiłosiernie, gdy próbuję się Ciebie pozbyć, wywalić z niego. Zakłócasz ciągle me spokojne myśli, które wariują, gdy usłyszą nazwę Twej przyszłej profesji, gdy coś się psuje w sprzęcie, gdy słyszę Twe imię, tak rzadkie przecież. Oszalałam i to konkretnie. Nie sposób z tym walczyć, trzeba się pogodzić... Spytałabym, co Cię do mnie sprowadza i usłyszałabym rozbrajające „Chłopaki mi przeszkadzają a ja jutro mam egzamin". Najszybciej byłoby to w sesji, bo nie macie przedterminów. Zrobiłabym miejsce przy stoliku, zaproponowała coś do picia i siedziałbyś parę godzin wkuwając jakieś wymyślone przez specjalistów formułki. Może zmieniłbyś miejsce, bo to krzesło nie jest wygodne na długie godziny. Usiadł koło mnie na łóżku i dalej wpatrywał się w rzędy liter. Zacząłbyś, że masz powoli dość, ze już chcesz, by było już po sesji. Krótka, no może półgodzinna pogawędka przerwałaby nasze mordowanie się mądrościami. Ale po jakimś czasie pora na powrót na łono nauki. Przypatrywałbyś mi się ukradkiem, jak przewracam kartki i robię strasznie poważną minę, żeby się nie roześmiać. Znudzona leksykonem czy inną książką czytaną oparłabym się o ścianę, by w końcu zjechać mogła moja głowa po ścianie na Twe ramię. Przedrzemałabym chwilkę, by obudzić się pogłaskana po ramieniu, którego drugi odpowiednik leży na Twych udach. Zszokowana zaczerwieniłabym się, może wyszeptałabym „przepraszam", popatrzyła z przestrachem w oczach na Ciebie a Ty przytuliłbyś mnie i powiedział, że ładnie wyglądam jak śpię. Odpowiedzieć na to nie zdołałabym, bo pocałowałbyś mnie i jeszcze bardziej zszokowanej powiedziałbyś, że chcesz ze mną być już zawsze. Ja się nie sprzeciwię, bo ja też tego chcę. ...
Ciekawe, czy to ma możliwość się stać rzeczywistością? Pewnie nie, bo jesteś tym, kim jesteś, sobą.
Jesteś B. e!
Jakoś się nie mogę przekonać do Worda 2007, wiec pomimo niewątpliwego szczęścia posiadania go na kompie dalej korzystam z wersji 2003. Przede wszystkim nie ma tam linijki do tabulatorów i za dużo opcji, co mnie okropnie rozprasza.
Wersetem ww. przywitał nas - studentów ostatnio księdzu na Mszy. Grunt to wyczucie czasu i atmosfery. Jak ryknęliśmy śmiechem, to chyba dwie przecznice dalej było nas słychać. Zaprzeczyć trudno temu, że się sesyjka zaczęła, jak się już jest po dwóch przedterminach. Jak na razie sesja: ja 0:2 ;D. Jeszcze tylko parę potyczek...
Niedługo minie rok pisania tego bloga a ja nic, ale to kompletnie nic się nie zmieniłam. Nie schudłam, wręcz przytyłam;(((, znowu zabujana, kto wie, czy kiedykolwiek szczęśliwie będę, stresuję się na sam dźwięk słowa „egzamin", słucham romantycznych piosenek z „How to deal" i marzę, marzę, marzę...
Jedyny pozytywny aspekt tego, że mam więcej w biodrach i w boczkach to to, że mam również więcej powyżej ;p.
Roboty mnóstwo, nie wiem, w co ręce włożyć i byle do 13 lutego, kiedy to pewnie będę jechać do domu po wszystkim. Ja tylko chcę tę sesję zdać. Cudów nie wymagam. Chociaż dziś się wpieniłam ostro, ale cóż, jak pech to pech... Naprawdę nie jest dobrze, jak egzaminator zaczyna myśleć, jakie pytanie zadać, bo wtedy zaczyna wymyślać, a to niczym dobrym nie skutkuje.
Czas na absolutyzm.
Jestem cholernie wściekła. Wszyscy się bawią a ja siedzę w pokoju. No pewnie, że nie wszyscy ale ten, którego bym chciała mieć teraz i to nie tylko przy sobie, bawi się gdzieś. W sumie to nie wiem, czy dalej chcę. Spróbuję się jutro zbytnio nie uśmiechać, ciekawe, jak będzie ze mną gadał. Pewnie i z tego nic nie będzie, bo czemu kurwa miałabym być szczęśliwa. Przecież tylko piękne księżniczki w bajkach żyją długo i szczęśliwie a Fiona to tylko wyjątek. Nie pierdzielić mi, że się użalam i wszystko będzie dobrze. Wiem, że marudzę i jak nie chcesz to nie musisz czytać, do ch*** nie zmuszam. Ten blog jest przede wszystkim dla mnie. Od dziś. Wali mnie to, co ludzie o mnie myślą i na razie dobrze na tym wychodzę, życie jest prostsze. KzZ miał rację jak mówił, że mi to przede wszystkim kogoś do przytulenia potrzeba. W 100 %. Ja chcę tylko czasem poczuć się bezpieczna. Kuzynko, nie mów nikomu, co tu czytasz, bo mnie do Wariatkowa wyślą poleconym. Najgorzej to tracić nadzieję. Zaś przyszła ta faza „to kolejna Twoja życiowa pomyłka i nic z tego nie będzie" po fazie euforii. Nienawidzę jej i myślałam, że już nigdy jej nie odczuję. Ja chcę kogoś do kochania „i żeby mnie kochał, tak jak ja jego". Jeszcze mi chusteczka spadła...
W środę musiałyśmy się przenieść dwa piętra wyżej, zachciało im się podłóg wymieniać. Może schudnę jak tyle będę po schodach zaiwaniać.
Ja mam się uczyć a nie myśleć o szczęściu. Jak zawsze, jak od wczesnej młodości, nic się nie zmieniło. A jak mi na Wigilię ktoś zażyczy mi faceta to pogryzę, ostrzegam!
W środę przedtermin z filozofii, na jutro mnóstwo roboty. Jak się na tym skupię i przestane myśleć będę się lepiej czuć. Wiem, ze to bullshit, ale połudzić się zawsze można. Tego mi nie możecie zabrać. Kończę pisać, bo przez łzy nie widzę klawiatury.
Yesterday was the worst day ever.
And tomorrow won't be better.[1]
Mam czytać rzecz o podręcznikach na historię ale najpierw muszę się uspokoić. W sumie to nie wiem od czego mi się humor popsuł. Wszystko było w miarę w porządku, obejrzałam „Męsko - damską rzecz" i zaczęłam beczeć. Ja naprawdę podziwiam moją Współlokatorkę za cierpliwość dla mnie. Już nie będę oglądać komedii romantycznych, bo są dobijające. Jeszcze uświadomiłam sobie, że na 40 książek przeczytałam parę zaledwie. Przed świętami 2 przedterminy. W sumie w tym semestrze 8 egzaminów. Do domu jadę dopiero na święta(jak powiedziałam to małemu to się rozbeczał, ja później zresztą też), mama nie chce mi powiedzieć, co jest naprawdę z dziadkiem, śniło mi się, że Pysia mówiła, nogi mi wysiadają a jutro aikido, nadal nie mam się do kogo przytulić... No, to chyba wszystko. Chociaż, jakbym się dobrze zastanowiła to pewnie jeszcze coś bym znalazła.
Żeby zawsze mieć przy sobie czyjeś ramiona
Nie wiesz, nie wiesz, nie rozumiesz nic...[2]
Łazienka się zwolniła, idę się myć i spać. Lubię spać, bo wtedy zapominam o rzeczywistości.
Cya
[1] Simple Plan, Worst day ever
[2] Przebudzenie http://www.youtube.com/watch?v=zYMHFSc7Tsg
I don't wanna run away
I don't wanna be alone
I just wanna die in your arms
Wstałam pół do 11, ale to tylko dlatego, że gościu z portierni zagłośnikował: „Co się koło 109 dzieje!?". Tak, to nie wiem, ile bym jeszcze spała...Wszystko dlatego, że oglądałam do pół do pierwszej „Julie and Julia". Swoją drogą świetny film, nie kieruję się opinią filmweb, gdzie miał 7 z groszami. Ja tam lubię tematy kulinarne, detektywistyczne itp. Słowem coś, co się w moim normalnym życiu nie zdarza. Łącznie z pomyślnym wątkiem miłosnym. Chociaż, może kiedyś... Czekanie dobra rzecz. Równolegle czytam „Zamek kaniowski" i „Marię". Jak skończę to mam zamiar jutro skonsumować lubieżnie[1] <hiehiehe> „Dr Jekyll and Mr Hyde" na inglisz. Roboty mnóstwo, czasu jeszcze mniej, czyli to, co zwykle.
Babcia mi się wczoraj śniła. Powiedziała, ze mnie kocha... Banan na gębie cały dzień. I tu się kłania mój paradoks: Cieszę się z małych rzeczy, bo na wielkie nie ma co liczyć. Kiedyś za to dostałam od Kate w łeb. Dotąd pamiętam, jak bolało <foch>.
There is something sexy about your voice...
I to tak, że chciałabym słuchać go prawie cały dzień. Coś czuję, że w czasie spania by mi trochę przeszkadzał. Ale silne ramiona ani trochę... A jak bym się bezpiecznie czuła...
Ponoć marzenia się spełniają...
Wracam do „Marii". Koniec zdradzania jej z Hapekiem!
Ale mnie coś dzisiaj na Shayne Warda wzięło. Pozostałość po wspominaniu...Znalazłam stare archiwum i zaimportowałam;).
Ostatnio mam na kompie silną fazę różaną. Jak nie dostaję, to przynajmniej pooglądam...
[1] Kto wie, z jakiej to piosenki? Odp w komentarzu
W sumie w ten weekend tom porządnie odpoczęła. Spałam do 10, obiad w ramach podwieczorku, pełny relaks. Zaraz biorę się za opisówkę, kiedyś to mnie musiało dopaść...Naładowana optymizmem, że "nothing you say...", pyszne ciasto leży na biurku i tylko czego, by je skosztować. Tak miło i lekko. Dobrze, że Bóg dał nam spowiedź. Dzieki Ci za to!
Kolejny tydzień czas zacząć.
c.d.n. (pewnie tak...)
Czy na pewno i czy zawsze? Żyć tak, by jak najlepiej wykorzystać dany nam czas na ziemi i bez większych przeszkód znaleźć się w raju. Proste, nie?
Zjawisko życia i śmierci jest zakresowo większe, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Po co żyję? Bóg mnie stworzył, żeby moi rodzice mieli co robić w młodości i żeby świat się nie wyludnił? Skoro już żyję, to z trzeba z tego korzystać. Uczyć się całe życie po to, by pomagać sobie i innym, wykorzystywać czas na maksa, czynić tak, by nie mieć wyrzutów sumienia, słowem: pracować na przyszłe życie, to po drugiej stronie tęczy(oczywiście, jeśli ktoś jest wierzący w życie wieczne, to tak uważa). Co po śmierci? Nikt tego nie wie tak naprawdę, nikt stamtąd nie powrócił(abstrahuję od relacji ludzi po śmierci klinicznej).
Ludzie tak naprawdę nigdy nie oswoją się ze śmiercią bliskiej osoby. „Ludzki system poznawczy działa w bardzo specyficzny sposób. Istnieją w mózgu takie obszary, które odpowiadają za rozpoznawanie innych osób, istnieją także obszary odpowiedzialne za „wykrywanie życia". W przypadku śmierci nam znanej czy bliskiej osoby te dwa systemy wchodzą ze sobą w specyficzny konflikt: system wykrywania życia podaje informację, że dana osoba nie żyje, natomiast ten drugi „kartoteka osobowa" nie potrafi przestać pracować".[1] Stąd ta niespójność: „chciałby takiego pogrzebu, jakby żył, byłby dumny z ciebie" itp. Nie lubię absurdu i groteski, ale jak widać, spotykamy je na każdym kroku. Powyższe zwroty to dla mnie absurd w czystej postaci. [2]
Pomiędzy śmiercią denata a dalszym życiem jego bliskich jest jeszcze jedno wydarzenie: pogrzeb. Zastanawiam się po przeczytaniu powyższego tekstu z gazety, czy to aby tylko ze względu na wypełnienie uczynku miłosierdzia, względy higieniczne, wszystko razem, czy jeszcze coś?
Pogrzeb chyba najbardziej potrzebny jest dalej żyjącym. Tutaj łzy nikogo nie denerwują a trudno sobie wyobrazić mszę funeralną bez potoku łez (u mnie obowiązkowo po kazaniu, dlatego bez przeszkód mogę czytać lekcję). A po co łzy? Katharsis, rodzaj oczyszczenia, wylania z siebie choćby części żalów i tęsknot. Nie wiem, jak Wy, ja nie wyobrażam sobie bez nich życia. Połowy zabawek bym bez nich nie miała ;P. Widzimy już to, co zostało po naszym kochanym zmarłym w ziemi, możemy tam wrócić, słowem; nie wszystkie łączące nas ze zmarłym nitki nie zostały zerwane i mamy mgliste poczucie łączności z nim. Z drugiej strony „wierzę w świętych obcowanie" - myślę, że ta osoba czasem koło mnie stanie i już nie myślę, żem taka samotna bez niej. Właśnie, osamotnienie! Dziura, która nigdy nie zostanie zapełniona.
Tyle mojego pitolenia. Od polemiki ze mną są komentarze.
A to na <jednak> pozytywne zakończenie:
http://w514.wrzuta.pl/audio/4vaIbSTIlQj/
tak, kocham Adama Sandlera, nie zaprzeczam;))).
cya
Idę po buty do szewca. Fleki mi się po miesiacu zdarły;/
Zapomniałam napisać, że nienawidzę pogrzebów.
[1] Newsweek 44. 2009 s. 19
[2] To mój blog, mogę mówić, co chcę
Chyba zaczynam, albo jest w trakcie. Mushroom stwierdziła to na ang. Po czym kazała mi iść spać albo zmienić charakter gadki. Wydawało się, że w miarę bezboleśnie przebrnę przez te półtorej godziny słuchania, co Ms English ma do powiedzenia, ale nie! Oczywiście musiała wymyślić integrację naszej licznej grupy<12 osób to istny tłum>. Kazała nam przedstawić jakąś krótką scenkę. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej;/. Nie dość, że mam przed grupą <to akurat nie takie złe>, udawać, że się zalecam do kolegi, to jeszcze udawać nieżywą. Ale to nic. Najgorsze, ze musieliśmy cały czas zasuwać po angielsku. Pierwsza grupa przedstawiła, no to dalej my.
Act 1.
Juan Antonio <Kolega>[J]: Broadcast in TV is so boring!
Lusilla<Mushroom>[L]:Yes, I agree. I'm going to my job. Bye, Honey.
She's going out
Act 2.
J: Paloma, I'm free. Yes, I'm waiting. See you.
Act 3.
Paloma<ja> are entering to the action
P.: Hello, Sugar. What we should do today?
J: Maybe, something funny;)?
L. are coming to the room
L: Who are you? What are you doing here? I'll kill you!!!
L. are killing P. P. are falling on the chair. L.'re getting out piece of paper with"PRISON"
Act 4.
Rosamunda <Koleżanka> [R.] and J.are coming to the room
R.: It was beautiful plan. We're perfect.
They have paper with "Bahama beach"
We are soooooo crazy;))
A potem dostałam tików i myślałam, że się schowam pod ławkę. Bywa...
Podchodów ciąg dalszy. Przyszłość zawsze na nas czeka...
C. d. kiedyś n.
I znów piątek wieczór. Zaś sama. Nie ten to następny. Wkurzająca ale prawdziwa filozofia.
As sure as the rivers reach the seas,
back in his arms she swears she'll be.
Lubię ten utwór. Smutny, ale niosący nadzieję. Takie coś mi teraz potrzebne. Na osłodę, pocieszenie i nadzieję. Jak człowiek ją utraci, to już chyba przestaje być człowiekiem. Nie wiem, ile bym bez niej przeżyła. Powiedzieć, że się nie ma nadziei to... pycha. Wydaje się komuś, że jest tak dokładnie beznadziejny, że nawet Bóg mu nie jest w stanie pomóc. Hybris która nie pozwala nam normalnie egzystować. Tak jak jesteśmy bez miłości niczym, jak stworzeni, by w coś wierzyć <tak, zawsze w coś się wierzy>[1] , tak do przetrwania potrzeba nadziei. To po co wychodzić na żer, jeśli nie ufamy, że coś upolujemy[2].
Nie rozumiem dwóch gatunków ludzi: ateistów i odmiennej orientacji. Przykro mi, Lilit, nie zmienisz mnie. Tolerancja to nie jest zgoda na wszystko. Tolerancja to nie bezwzględna akceptacja. Jak Ty masz prawo mieć swoje zdanie tak i ja, nie wyśmiewam się z Ciebie[3] i tego samego oczekuję. Nie rozumiesz, to trudno. Oby mi kiedyś nerwy nie poszły, bo będzie z Tobą źle.
Mam mętlik w mózgu. Wiem i nie wiem, co pisać.
G'Agatek, wracaj do zdrowia! Ale to już!
Biorę się za czytanie. Jak się zajmę to zapomnę[4].
cya
http://www.joemonster.org/filmy/19532/Milosna_piosenka_w_34_jezykach
[1] Wiecie na czym polega paradoks ateisty? Wierzy, że nie wierzy. Mnie to rozwala, ale to szczegół.
[2] Prymitywne myślenie trochę. Na prostych rzeczach najlepiej się wyjaśnia.
[3] A mogłabym, bo mnie podobnych jest więcej w naszym środowisku.
[4] Wiem, że nie. Pooszukiwać się zawsze można.
Myślałam, co odpisać Kuzyńci i to mi się przypomniało. Powróciło się do stanu „normalnego". Ja tu, oni wszędzie, tylko nie przy mnie. A jak już przy mnie, to nie wiadomo, kiedy znowu tak będzie. I choć widzę ich, już za nimi tęsknię.
I'm addicted to you...
http://kanira.wrzuta.pl/film/21Jpml5w79m/ tutaj jest ta piosenka. Kuzynia to bez zaglądania powinna wiedzieć, co tu jest;).
Czekam aż się skończy prać drugie pranie. Będę spała w pralni. Wyboru nie mam. Remontują nam w aka piwnicę i nie tylko. Dwa miesiące bez normalnej pralni. Dobrze, ze dali choć w kuchni pralki. Czatowałam od czwartej i zawsze ktoś mi się władował. Ale! Już jedno porozkładane na parapecie i stole, drugie będzie na grzejniku <zaczęli wreszcie grzać>. Słowem, człowiek się uczy całe życie.
Ciaptop mi sprawia coraz więcej niespodzianek. I nie chodzi mi o zwykłe zwiechy, gdy chcę uruchomić więcej niż 3 programy, niedajboże jeszcze coś kopiować, to już w ogóle obraza majestatu i bez reset się nie obędzie. Kilka godzin temu wyskoczył mi, że mu się gdzieś sterowniki po drodze do wpieniania mnie zagubiły i trza było historię od nowa. Dobrze, że zawsze mam przy sobie płytkę ze sterownikami. Jedyna, jaką noszę przy sobie. Ale coś czuję, że bez formata się nie obędzie. Ale to już nie mój problem sssasasasa.
Stypendiogenne porachunki z jakże miłą panią z dziekanatu socjalnego <ironia jak cho....cho cho> dobiegły dziś końca i tylko patrzeć, jak mi się liczby na koncie rozmnożą(czyli za jakieś półtora miesiąca). Prędzej bankomat urodzi jak rozmnożą, bo za coś żyć trzeba.
W ramach WF chodzę na aikido. Jeśli samoobrona polega na turlaniu i dźwigniach, to ja już się nie boję wracać po nocy z zajęć. Ciekawe, gdzie będę mieć zakwasy jutro rano. Ostatnio miałam na tylnej stronie ud i na bicepsach(tego jeszcze nie grali). No dobra, na czymś, co gra rolę bicepsów i dzielnie nosi siaty zakupami vel śmieciami. Zmęczyłam się, potem popłakałam i lepiej mi teraz. Usłyszenie Przyjaciół i list od K. zrobiło też swoje.
You keep me holding o-o-o-o-on!
Ostatnio rozwalił mnie tekst na zapisanych:
-Wam to chłopa trzeba!
-No co ty nie powiesz?
To tyle, jeśli chodzi o moje puste do granic próżni serce. A przynajmniej jego część przeznaczoną dla TEGO JEDYNEGO.
Idę zobaczyć to pranie.
cya
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 3 749 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Spróbuję zastosować radę dobrej koleżanki. Co z tego wyjdzie, to się okaże... Kontakt GG:12710347

Już nie nastolatka, jeszcze nie dorosła. Lubię spokój, ciszę, przestrzeń i parę innych rzeczy. Nie znoszę niepunktualności i hałasu. Daleko od rodziny i Przyjaciółki oraz najlepszej na świecie Kuzynki. Mam jedną okropną wadę serca: kocham mocno i przeważnie nieodpowiednią osobę...